|
| Zdjęcie Piotr Nowak |
Rz: W Gnieźnie prowadzi pan od 1995 roku antykwariat z zabytkowymi meblami oraz pracownię konserwatorską. Jaki mebel jest obecnie najbardziej poszukiwany?
Jerzy Kaźmierczak : Szezlong! Jest to, przypomnijmy, rodzaj kozetki do odpoczynku w ciągu dnia. To jakby fotel o wydłużonym siedzisku. Te meble potrafią być wyjątkowo dekoracyjne, mają piękną linię. Służą relaksowi, traktowane są jako synonim luksusu, spokoju. Jest spora rozpiętość cen, od ok. 6 do 10 tys. zł. Najczęściej trafiają się szezlongi w stylu Ludwika Filipa, rzadsze są w stylu Biedermeier. Generalnie szezlongi bywają bardzo rzadko. Można powiedzieć, że sprzedajemy je na zapisy...
Konsekwentnie od lat pokazuje pan w Internecie (www.antyki.gniezno.pl) oferowane meble w stanie przed konserwacją. Niekiedy detale jednego mebla widzimy nawet na kilkunastu fotografiach.
Nie mam nic do ukrycia przed klientami. Magazyn jest bardzo duży, znajdują się w nim głównie meble przed remontem. Klienci dobrze czują się z tym i doceniają fakt, że mogą poznać stan mebla. Chodzą, wybierają, pytają. Klient, który ma zaufanie - wraca do nas. Stosujemy ostry reżim renowacji. Na przykład nakładamy od ok. 50 warstw politury nawet do 200, w tradycyjny sposób tamponem. Dzięki temu tworzy się wrażenie głębi, trójwymiarowości, dopiero wtedy widać urodę okleiny. To wymaga czasu, bo każda warstwa politury musi się utwardzić, wtedy mebel powinien leżakować, nie należy przy nim nic robić. Zdarza mi się widzieć meble, gdzie politurę prawdopodobnie natryskiwano z pistoletu. Nie ma żadnego porównania z tradycyjnąrobotą! Najpierw całą powłokę, zgodnie ze dawną technologią, zmywamy. Oczywiście zachowujemy cały stary fornir. Niekiedy na bazarach widzę "odrestaurowane" meble, gdzie zeszlifowano półtora milimetra z okleiny o grubości 3 milimetrów. Remont nie może uszkadzać mebla, powinien być wykonany na lata, a nie tylko z myślą o sprzedaży.
Skąd pochodzą meble, którymi pan handluje?
W Polsce zasoby dawnych mebli wyczerpały się. Oferowane przeze mnie w ok. 85 procentach kupuję na targach antykwarycznych Europy. Wymagają one niewielkiego remontu, którego np. w Niemczech nie opłaca się przeprowadzać, bo tam praca wysokiej klasy rzemieślników bardzo drogo kosztuje. Nieliczne meble zachowane w Polsce są w nieporównywalnie gorszym stanie technicznym.
Pana firma rozwija się, przeniosła się do nowej, większej siedziby.
Rośnie popyt, rosną wymagania. Zajmujemy duży lokal obok katedry w Gnieźnie. Dzięki temu mamy oddzielne pomieszczenia tylko do politurowania i innych prac. Gotowe meble są lepiej wyeksponowane. Oprócz tego mamy swój stały lokal w Hali Meblowej ETC w Swarzędzu. Mieliśmy otworzyć ekspozycję mebli w muzeum w Dobrzycy. Jednak klienci wykupują najlepsze rzeczy, które nadawałyby się na ekspozycję w muzeum. Poza tym były kłopoty z wyceną mebli do ubezpieczenia.
Jakie sprzęty cieszą się powodzeniem?
Ważnym kryterium jest wielkość. Najczęściej poszukiwane są pojedyncze meble, które mają tworzyć klimat wnętrza, np. stoliki tzw. niciaki. Taki stolik w stylu Ludwika Filipa kosztuje 2,5 - 4 tysiące. Miałem wyjątkowo piękny stolik bogato intarsjowany, inkrustowany cyną i szylkretem. Wiele wskazywało na to, że został wykonany w Szwecji, kosztował 4200 zł. Chętnie kupowane są witryny, serwantki, biblioteki. Serwantka Biedermeier w mahoniowej okleinie kosztuje 8 - 10 tys. zł. Powodzeniem cieszą się sekretarzyki damskie, intrygują tym, że mają dużo tajemniczych szuflad. Sekretery kosztują od ok. 12 do 20 tys. Poszukiwane są kanapy w stylu Ludwika Filipa (średnie ceny 6 - 8,5 tys.), ponieważ mają tak wykończony tył, że mogą stać pośrodku wnętrza. Taki zestaw z kanapą, czterema krzesłami, stołem i dwoma fotelami kosztuje przeciętnie ok. 20 tys. Generalnie warto uważać, żeby nie pomylić dawnego oryginału z wytwarzanymi dziś kopiami starych mebli, bo to nie to samo.
Co jeszcze jestchętnie kupowane?
Od niedawna poszukiwane są także duże prostokątne stoły z dwudziestolecia międzywojennego z 10 krzesłami. Chodzi o to, żeby przy stole mogła zasiąść liczna rodzina. Są funkcjonalne i niedrogie. Klienci tłumaczą, że kupują je przez sentyment, bo takie same stały w domu u dziadków.
Co ma pan dla koneserów?
Na przykład szafę barokową z północnych Niemiec z ok. 1760 roku, w okleinie orzechowej, z intarsjami, na konstrukcji dębowej, czyli trwalszej niż z drzew iglastych. Jest w dobrym stanie, wymaga niewielkiej renowacji, która potrwa ok. 3 miesięcy. Na grunt trzeba nałożyć powłokę z politury i wosku oraz podkleić i uzupełnić braki forniru. W tym stanie kosztuje 55 tysięcy. Wielka rzadkość tego mebla uzasadnia jego wyjątkową cenę.
Czy klienci wiedzą, jak powinni użytkować zabytkowy mebel?
Nie zawsze. Drewno najbardziej "pracuje" w pomieszczeniach klimatyzowanych lub ogrzewanych kaloryferami. Wilgotność powinna wahać się około 50 - 55 procent, natomiast temperatura powinna wynosić ok. 20 stopni Celsjusza. Dawne pałacowe lub dworskie wnętrza zwykle były niedogrzane. We wnętrzach ogrzewanych piecami drewno nie traciło wilgotności.
Problemem jest brak fachowców konserwatorów.
Firmy takie jak moja potrzebują wysokiej klasy stolarzy, politurników, snycerzy. Od 11 lat nie udało mi się zatrudnić tapicerów, bo nie ma ich na rynku pracy! Z konieczności zlecam roboty tapicerskie innym firmom. Niech to będzie wskazówka dla młodych, którzy myślą o wyborze zawodu. Kraj się bogaci, budowane są nowe apartamenty i rezydencje, stale będą poszukiwane zabytkowe meble, więc będą opłacalne zawody, które zupełnie zanikły.
rozmawiał Janusz Miliszkiewicz